Kiedy były zostawia cię dla innej, sytuacja jest jeszcze bardziej przytłaczająca. Wiem, jak się czujesz… Pomimo tego bólu jest jednak możliwy (przy użyciu odpowiednich strategii i technik) powrót do dobrego samopoczucia, odzyskanie swojego życia, a nawet odzyskanie byłego partnera, jeśli naprawdę tego chcemy. Szybko powstają sugestywne narracje – niestabilnej i niewiernej partnerki, porzuconego dobrego i ciepłego partnera, cynicznej uwodzicielki, manipulanta rozbijającego związek, czy oszusta, który odszedł do innej – które bardzo szybko etykietują zamieszanych w sytuację. Katarzyna Bosacka (51 l.) przyznała się do czegoś niemal niewiarygodnego. Okazuje się bowiem, że choć mąż zostawił ją po 26 latach, a do tego odszedł do innej ona nie ma zamiaru go Oczywiście wszystkiemu winna jestem ja, a on jest wreszcie szczęśliwy, wyswobodził się . W każdym razie nigdy nie pojmę, jak można rzucić wszystko, 11 lat wrzucić do kibla i spuścić wodę dla osoby po prostu brzydkiej, dla osoby, którą wtedy, podejmując kroki o rozstaniu się ze mną - znał kilka dni!!!!!!!! Żoną kompozytora jest aktorka Elżbieta Starostecka, a obie panie bardzo się lubią. Po 12 latach mężczyzna zdradził ją i odszedł do innej. Małżeństwo wzięło rozwód. Nie dzwoń do byłego partnera! Musisz się pogodzić z rzeczywistością – on odszedł, zostawił cię. Być może kochasz go całym sercem, nie wyobrażasz sobie życia bez niego, ale narzucanie się byłemu facetowi jest bardzo poniżające i kiedy ochłoniesz, może być ci wstyd. Nie tłum w sobie negatywnych emocji! Dr Anna Nowicka przyjmuje na oddział 7-latka ze złamaną nogą. Chłopiec razem z siostrą jest wychowywany tylko przez matkę, bo ojciec odszedł do innej kobiety. Matka rodzeństwa nie radzi sobie po odejściu męża, ale nie chce przyjąć jego pomocy. Kobieta obarcza obowiązkami córkę. Dziewczyna ma już tego dość i chce uciec z domu… MZJjlCg. Odszedł Mruczuś (*)(*)(*) Mruczuś pojawił się w życiu Przystani Ocalenie w maju 2018 roku. Była majówka, kiedy dostaliśmy wiadomość o kocie potrzebującym pilnej pomocy. Kiedy pojechaliśmy we wskazane miejsce znaleźliśmy starego, brudnego, zapchlonego, niedożywionego, wycieńczonego kocurka. Z pyszczka leciała mu ślina z ropą. Wiele kocich tragedii widzieliśmy, ale widok Mruczasia szczególnie nas poruszył. Natychmiast pojechaliśmy z nim na dyżur weterynaryjny. Miał ogromne problemy stomatologiczne, ropnie, liczne nadżerki w jamie ustnej. Przez to nie mógł jeść, gdyż każdy kęs sprawiał niewyobrażalny ból. Niestety był też śmiertelnie chory. Wiedzieliśmy, ze walka o życie Mruczusia nie będzie łatwa, ale spróbowaliśmy. Chcieliśmy dać mu szansę na szczęście, na miłość na radość z życia. Mruczuś przeżył z nami prawie dwa lata. Cały czas pod ścisłym nadzorem weterynarzy, był bardzo starym i chorym kotem, ale też szczęśliwym. Ten ostatni czas, kiedy znalazł opiekę, miłość był dla niego dobry. Niestety wczoraj odszedł. Przystaniowe serce po raz kolejny pękło, śmierć zabrała jednego z naszych przyjaciół… Już nigdy nie zamiauczy na nasze powitanie, nigdy nie przyjdzie się przytulić i pomruczeć. Bardzo nas pokochał, tak jak my jego…. Każdym swoim ruchem, każdym gestem okazywał wdzięczność za dach nad głową i miłość. Był cudownym Kocurkiem. Mruczuś miał szczęście, miał wiele dobrych ludzi wokół. Każdemu kto uczynił gest dobrej woli w jego stronę, z całego serca dziękujemy. Szczególne podziękowania kierujemy do Pani Elwiry, która zorganizowała dla niego pomoc w dniu w którym go znaleźliśmy. Z całego serca dziękujemy naszemu przyjacielowi Jaro Wildcat, którego szczególnie poruszył los starego Mruczusia i dbał, aby niczego mu nie brakowało. Dziękujemy też naszym cudownym weterynarzom z klinik Szuszu i Wetka, którzy walczyli o życie i dobre samopoczucie naszego Mruczusia. Dzięki Wam wszystkim Mruczuś przeżył 677 pięknych dni. Dni, kiedy nie był już sam, kiedy był chciany i kochany. Śmierć nam go odebrała, odszedł, ale wiemy, że był tutaj szczęśliwy i już na zawsze pozostanie w naszych sercach. Podziel się informacjami z innymi! Katarzyna Łaniewska urodziła się w 1933 roku w Łodzi. Studia aktorskie na PWST w Warszawie ukończyła w wieku 22 lat. Przez długi czas zachwycała ludzi w takich produkcjach jak: „Kogel-Mogel” czy „Plebania”. Na swojej drodze spotkała dwóch mężczyzn, którym mogła w pełni oddać swoje serce. Pierwszym z nich był Ignacy Gogolewski, a drugi to Andrzej Błaszczak. Przypomnijmy, jak wyglądała historii miłości Katarzyny Łaniewskiej z jej pierwszym mężem. Katarzyna Łaniewska i Ignacy Gogolewski – historia miłości Aktorka poznała swojego przyszłego męża w trakcie nauki na warszawskiej PWST. Jak wiadomo ich związek zaczął bardzo szybko się rozwijać. Już na trzecim roku studiów wzięli ślub. Podczas rozmowy z Teresą Gałczyńską artystka wspominała początki ich relacji: „Połączyła nas pasja sportowa, graliśmy razem w ping-ponga, aż ten pin-pong doprowadził do zakochania się w sobie. I niespełna po moim trzecim roku szkoły teatralnej oświadczył mi się. Kończył studia, gdy wzięliśmy ślub”, czytaliśmy. Przed laty cytowano jej słowa: „Jestem żoną Otella i żyję”. To nawiązanie do pierwszego męża Katarzyny Łaniewskiej, Ignacego Gogolewskiego, który zagrał kiedyś szekspirowskiego Otella w teatrze. ZOBACZ RÓWNIEŻ: Duża różnica wieku i skandal w tle. Trudna miłość Emmanuelle Seigner i Romana Polańskiego Ignacy Gogolewski Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Ich miłość nie przetrwała jednak próby czasu, ponieważ po 10 latach Ignacy Gogolewski odszedł dla innej kobiety! W programie „Grunt to rodzinka” aktorka odniosła się do tej sytuacji: „Mój małżonek zainteresował się inną osobą, zresztą w tym samym domu. Zawsze mówię, że spadł z piątego piętra na pierwsze, na inną klatkę. Ale to było tak dawno temu, że dziś mogę mówić o tym uśmiechem”, wspominała. „Zwykle mężczyźni odchodzą do dużo młodszych kobiet. Mąż odszedł do starszej”, dodała. Rozstali się w 1962 roku. Katarzyna Łaniewska przez bardzo długi czas nie chciała zdradzić, kim jest nowa miłość jej byłego męża. Jak się później okazało, była to słynna prezenterka – Irena Dziedzic. Wszystkie te wydarzenia przyczyniły się do tego, że aktorka nie potrafiła na nowo zaufać mężczyznom. Pomimo rozwodu aktorska para wciąż pracowała ze sobą. „Po rozprawie poszliśmy do kawiarni, a wieczorem wspólnie zagraliśmy na scenie”, wspominał Ignacy Gogolewski w rozmowie z Super Expressem. Mimo wszystko potrafili ze sobą rozmawiać, a nawet wspierali się na scenie. Przypomnijmy, że podczas 60-lecia pracy artystycznej Ignacego Gogolewskiego była żona chętnie pozowała do zdjęć z aktorem. Katarzyna Łaniewska, 1965 r., kadr z filmu "Trzy kroki po ziemi" Fot. archiwum Filmu / Forum Oboje doczekali się córki - Agnieszki. „Wielokrotnie powtarzałam, że z pierwszej miłości pozostał mi największy skarb, Agnieszka, wnuki i umiejętność mówienia wiersza. "Inek" mnie tego nauczył”, mówiła Katarzyna Ławińska. Z czasem artystka poznała Andrzeja Błaszczaka, z którym przez wiele lat tworzyła zdrowy i szczęśliwy związek. „Bardzo się kochamy - przez telefon. Opowiadamy sobie, czy widzieliśmy to samo w telewizji, komentujemy, mówimy, co robimy sobie na obiad. Bardzo dużo wtedy rozmawiamy", mówiła w programie „Grunt to rodzinka". ZOBACZ TEŻ: Gotowa była zapłacić za tę miłość życiem — o związku Joanna Rawik i Ignacego Gogolewskiego Katarzyna Łaniewska, Ignacy Gogolewski, 14 czerwca 2014 rok Fot. Baranowski/AKPA Ignacy Gogolewski na premierze spektaklu "Czechow żartuje" Fot. Akpa Katarzyna Łaniewska, Sylwia Wysocka, 2009 rok Plebania Fot. Gałązka/AKPA fot. Adobe Stock, Drobot Dean Misiek zawitał do mnie latem, dwa lata temu. To był dla mnie trudny okres. Kilka miesięcy wcześniej zostawił mnie mąż. Odszedł do młodszej, po dwudziestu latach małżeństwa. Mój świat się zawalił. Nie dość, że zostałam sama – nie mieliśmy dzieci – to jeszcze straciłam dach nad głową, bo mieszkanie prawnie należało tylko do męża. A ten jeszcze przed rozwodem zażądał, bym natychmiast się wyprowadziła. W tamtej chwili nie miałam siły z nim walczyć, więc to zrobiłam. Gdy wynosiłam swoje walizki, Tomasz targał na górę pudła z rzeczami tej nowej. Myślałam, że mi z żalu serce pęknie. Wynajęłam kawalerkę na drugim końcu miasta i próbowałam rozpocząć nowe życie. Niestety nie za bardzo mi to wychodziło Nie potrafiłam pogodzić się z tym, co mnie spotkało. Czułam się samotna, opuszczona, nikomu niepotrzebna. Po pracy wracałam do domu, zamykałam się na klucz i płakałam. Po kilku dniach rozpacz zamieniła się we wściekłość. Kładłam się na łóżku i obmyślałam zemstę. Obiecywałam sobie, że zrobię wszystko, by Tomasz nie dostał rozwodu, że zatruję mu życie. Wydzwaniałam do niego, straszyłam. Skoro ja cierpiałam, on nie miał prawa być szczęśliwy. Zapadałam w czarną otchłań nienawiści i złości. I pewnie długo bym się w niej pławiła, gdyby nie mały brązowy kundelek którego znalazłam na śmietniku. Od razu go zauważyłam. Leżał koło kontenera i popiskiwał cichutko. Był cały zakrwawiony i bardzo obolały. Gdy mnie dostrzegł, chciał chyba uciec, ale nie był w stanie się ruszyć. Nie wiedziałam, co robić. W pierwszym odruchu chciałam wrócić do domu i zadzwonić po straż miejską albo jakieś inne służby, ale nie ruszyłam się z miejsca. Coś w środku mówiło mi, że nie ma czasu na jakieś tam telefony, że sama muszę uratować tego biedaczka. Wyciągnęłam z kontenera jakiś karton i ostrożnie ułożyłam w nim psiaka. Kwadrans później byliśmy już u weterynarza. Potem okazało się, że przywiozłam go dosłownie w ostatniej chwili. I że to jakiś człowiek omal nie zatłukł go pałką na śmierć. Gdybym dorwała bydlaka, nogi z dupy bym powyrywała. Nie zamierzałam przygarnąć Miśka Chciałam zapłacić za jego leczenie i pobyt w klinice, a potem oddać go do schroniska. Ale znowu odezwał się ten wewnętrzny głos. Tym razem mówił, że mam zabrać malucha do siebie. Próbowałam go zagłuszyć, myśleć o czymś innym, ale nie pomogło. Wręcz przeciwnie, z dnia na dzień był coraz głośniejszy i coraz bardziej napastliwy. Doszło do tego, że nie mogłam spokojnie zasnąć. Kiedy więc tydzień później okazało się, że piesek jest już na tyle zdrowy, że nie musi przebywać w klinice, oświadczyłam, że zabieram go do domu. Nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, ale moje wątpliwości szybko ustąpiły. Gdy przekroczyliśmy z Miśkiem próg mieszkania, w mojej głowie zapanował spokój. Pamiętam, że tak się ucieszyłam, że aż go ucałowałam w rudy pyszczek. Misiek szybko się u mnie zadomowił. I wprowadził swoje rządy. Nie interesowało go, że nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Codziennie domagał się spacerów. Po kilku dniach ze zdziwieniem, ale i z zadowoleniem stwierdziłam, że już nie czuję się samotna i wyobcowana w nowym miejscu. Poznałam wielu sympatycznych właścicieli psów. Nasi pupile biegali, radośnie szczekając, a my siadaliśmy na ławkach i rozmawialiśmy. To była naprawdę wspaniała odmiana. W domu też nie miałam czasu na smutki. Od pierwszego dnia Misiek był pieskiem o pogodnym usposobieniu. Obawiałam się, że po tym, co zrobił mu człowiek, będzie płochliwy i lękliwy. Tymczasem on zachowywał się tak, jakby o wszystkim zapomniał, jakby przeszłość nie istniała. Patrzył na mnie z ufnością, nie odstępował na krok. Razem ze mną układał się na kanapie i oglądał serial w telewizji, towarzyszył mi w kuchni, gdy robiłam coś do zjedzenia i wreszcie wskakiwał do łóżka, gdy szłam spać. I czekał, kiedy zasnę. Kochany, mądry piesek Dokładnie wiedział, że to właśnie przed snem nachodzą mnie czarne myśli, że właśnie wtedy najczęściej płaczę. Natychmiast reagował. Zlizywał mi łzy z policzków, tulił się do mnie, popiskując cichutko. Jakby chciał powiedzieć, że rozumie mój ból, że wszystko będzie dobrze. Możecie mi wierzyć lub nie, ale to właśnie dzięki Miśkowi któregoś dnia ostatecznie otarłam łzy i pogodziłam się z odejściem męża. Zapomniałem o zemście, wyrzuciłam z serca nienawiść. Pomyślałam, że skoro mój psiak był w stanie zapomnieć o koszmarnej przeszłości i rozpocząć nowe życie, to przecież ja też mogę. Wiem, że niektórym z was może to wydawać się śmieszne, ale naprawdę tak było. Na rozprawie rozwodowej od razu powiedziałam, że zgadzam się na rozstanie. Tomasz był zaskoczony. Spodziewał się wojny, a tu taka niespodzianka. Po wszystkim nawet podszedł do mnie i zapytał, co mnie tak odmieniło. – Misiek... – powiedziałam enigmatycznie. I będę mu za to na zawsze bardzo wdzięczna – dodałam w duchu. Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę” fot. Adobe Stock, kieferpix Pani Jolanta Krysicka? – usłyszałam, ledwo odebrałam połączenie; głos był suchy i oficjalny. – Proszę jak najszybciej przyjechać do szpitala na ulicy Banacha. Pani mąż miał wypadek. I tyle. Cały komunikat. Niczego więcej nie udało mi się dowiedzieć. Jaki wypadek? Gdzie? W jakim jest stanie? Głupie babsko po drugiej stronie po prostu się rozłączyło. Spojrzałam z niechęcią na telefon, jakby on mógł mi udzielić jakiejkolwiek informacji. Potem otworzyłam swój kalendarz w komputerze i westchnęłam. Czekały mnie jeszcze dwa ważne spotkania i kilka maili do napisania. Przez chwilę się wahałam. Ostatecznie Mikołaj jest pod dobrą opieką i nic mu nie pomogę sterczeniem na korytarzu… Z drugiej strony, skoro do mnie zadzwonili, to chyba sprawa jest poważna. W końcu podjęłam decyzję. – Agato, odwołaj, proszę, wszystkie moje dzisiejsze spotkania. Muszę jechać do szpitala – oznajmiłam zdumionej sekretarce. – Jutro pani będzie? Agata wiedziała, że nie ma sensu pytać, co się stało. Nie zwykłam mieszać spraw prywatnych z życiem zawodowym. – Oczywiście – odpowiedziałam bez żadnych złych przeczuć. Droga do szpitala zajęła mi niecałe pół godziny, ulice były praktycznie puste. Pomyślałam, że już dawno nie widziałam miasta w zwykły dzień w południe. Zazwyczaj o tej porze byłam w pracy albo w delegacji. Na dole zaczepiłam pielęgniarkę w izbie przyjęć. – Szukam męża Mikołaj K.? – wydawała się w pierwszej chwili zupełnie nie kojarzyć, o kogo chodzi, ale po zerknięciu do komputera jej twarz się zmieniła. – Ach, no tak. Drugie piętro, OIOM – powiedziała, posyłając mi dziwne spojrzenie. – Ale nie wiem, czy… – Dziękuję – rzuciłam. Na drugim piętrze zabłądziłam zaledwie trzy razy. Kiedy znalazłam odpowiedni oddział, zatrzymały mnie mleczne drzwi, zamknięte na głucho. Po raz pierwszy poczułam strach – Tam nie można wchodzić – młoda pielęgniarka chciała mnie wyminąć. – Przepraszam, mój mąż tam leży, przywieziono go dzisiaj, podobno miał wypadek – wyjaśniłam szybko. – Czy mogłaby pani się czegoś dowiedzieć? Mikołaj Krysicki. Pół godziny później wyszedł do mnie lekarz. Bez zbędnych ozdobników w postaci powitania zaprosił mnie do dyżurki. – Pani mąż jest nieprzytomny – oznajmił mi. – Robimy, co w naszej mocy, ale nie mogę powiedzieć pani nic więcej. – Ale co się stało?! Po godzinie spędzonej w szpitalu moje opanowanie, z którego zawsze byłam taka dumna, chwiało się w posadach. – Nikt pani nie powiedział? – mężczyzna spojrzał na mnie bystro, a potem westchnął, kiedy pokręciłam głową. – Pani mąż próbował popełnić samobójstwo. – Co takiego?! – nie wiem, czy to powiedziałam, czy tylko pomyślałam; chwilę później poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod stóp. Ocknęłam się na kanapie w dyżurce. Obok mnie stała pielęgniarka i robiła mi jakiś zastrzyk. O coś mnie pytała, ale tylko potrząsnęłam głową na znak, że czuję się już dobrze. Mikołaj próbował popełnić samobójstwo. Mój mąż, którego znałam tyle lat, targnął się na swoje życie. A ja zupełnie nie wiedziałam dlaczego. Poznaliśmy się na jakiejś studenckiej imprezie, którą polibuda organizowała wspólnie z uniwerkiem. Mikołaj studiował architekturę, ja kończyłam ekonomię. Wpadł mi w oko od razu. Wysoki, przystojny blondyn o zniewalającym uśmiechu i szczerym, zaraźliwym śmiechu. Kosztowało mnie trochę zachodu, by znaleźć się w jego otoczeniu, ale kiedy już mnie zauważył, poszło błyskawicznie. Zaczęliśmy się spotykać i to była całkowicie zwyczajna historia. Miłość, obrona dyplomów, ślub i urządzanie wspólnego życia. Mieliśmy przy tym masę szczęścia, bo Mikołaj dostał się do pracy do renomowanej pracowni architektonicznej, a ja niedługo po dyplomie załapałam się na staż w dużej firmie doradczej. Dodatkowo odziedziczyłam w rodzinnym mieście mieszkanie po babci. Jego sprzedaż dała nam wkład własny na mieszkanie w Warszawie. Oczywiście na resztę musieliśmy wziąć kredyt, ale nasze zarobki nawet tuż po studiach były wystarczająco wysokie, żebyśmy nie musieli się martwić o spłacanie rat. Wybraliśmy ładny, obszerny apartament w nowo budowanym bloku i cieszyliśmy się życiem. Dlaczego więc wszystko nagle się posypało? I to tak bardzo, że mój mąż postanowił uciec w śmierć? Żadnych dzieci, rozumiesz? Mam na to jeszcze czas! Mikołaj był zdolny, dużo pracował i świetnie zarabiał. Już na studiach zatrudnił go u siebie jeden z profesorów, który wróżył mu wielką karierę. Projekty męża były naprawdę świetne. Uwielbiał swój zawód, chociaż czasami… – Wiesz, mam już dość robienia tych wtórnych, wciąż takich samych projektów rezydencji – westchnął kiedyś. – Ci wszyscy bogacze, którym wydaje się, że są tacy oryginalni, to w gruncie rzeczy takie same pustaki. – Tym lepiej, Miśku – wzruszyłam ramionami. – Masz mniej pracy. – A może… – pociągnął mnie do siebie i posadził sobie na kolanach. – Może potrzebujemy trochę odmiany? Może powinniśmy pomyśleć o dzieciach? – Daj spokój – żachnęłam się. – Mamy jeszcze czas, poza tym to nie jest dobry moment. Ja również dobrze wykorzystałam szansę, którą otrzymałam w firmie. Nie ukrywam, że miałam też trochę szczęścia. Po stażu dostałam się do wymarzonego działu, w którym dziewczyny, jedna po drugiej, zachodziły w ciążę. Zastępowałam je, a że byłam dobra i błyskawicznie się uczyłam – awansowałam. W końcu dotarłam prawie na sam szczyt. Zostałam dyrektorem finansowym. Nade mną był już tylko prezes. – Pani Jolu – słyszałam często od zwierzchników – jest pani prawdziwym skarbem. Na pani zawsze można polegać. Nie mogłam zawieść swoich szefów, zwłaszcza że doskonale płacili, a pieniądze były nam potrzebne. Przyzwyczailiśmy się do luksusowego stylu życia. Zmieniliśmy mieszkanie na większe, w lepszej, bardziej prestiżowej lokalizacji. Mieliśmy panią do sprzątania, obiady jadaliśmy na mieście, a wolny czas spędzaliśmy albo na zagranicznych wyjazdach, albo w ekskluzywnych hotelach ze spa. A to wszystko kosztowało. Nie chciałam tego stracić, a nie czułam się w firmie jeszcze tak pewnie, by pozwolić sobie na długą nieobecność. Każdego dnia czułam na karku oddech młodszych, zdeterminowanych i coraz bardziej bezwzględnych wilczków. Sprawę dziecka Mikołaj podnosił często aż do momentu, kiedy wybrał sobie na to wyjątkowo niesprzyjające okoliczności. – Daj mi święty spokój! – wrzasnęłam, wyładowując na nim swoje frustracje z całego dnia. – Nie jestem krową rozpłodową, żeby skupiać się na dzieciach! Mam dopiero trzydzieści cztery lata i karierę przed sobą! Chcesz pracować na własny rachunek? – Za chwilę może być za późno – odpowiedział mi wtedy. – A ja nie chcę biegać na wywiadówki jako dziadek. – Jakie za późno, o czym ty mówisz? Teraz kobiety decydują się na dziecko w okolicach czterdziestki i są zadowolone – obruszyłam się. – Ale ja chcę mieć więcej dzieci – oświadczył mi twardym tonem. – Nie tylko jedno. Przestraszył mnie wtedy. W jego wzroku, w jego głosie było coś takiego… Do tej pory w zasadzie we wszystkim się zgadzaliśmy. Kłóciliśmy się rzadko, najczęściej o drobiazgi. W sprawach istotnych zawsze mieliśmy wspólne stanowisko. Teraz zaczęłam się zastanawiać, czy to aby na pewno było wspólne stanowisko. A może tylko moje, Mikołaj zaś zgadzał się ze mną dla świętego spokoju? Po tamtej sprzeczce w naszym małżeństwie pierwszy raz pojawiły się ciche dni. To znaczy, rozmawialiśmy, ale był między nami wyczuwalny dystans. Po tygodniu życie wróciło do normy, ale o dzieciach już nikt nie wspominał. Mniej więcej w tym samym czasie szefowie Mikołaja postanowili wziąć udział w jakimś prestiżowym konkursie i mój mąż strasznie się do tego zapalił. Każdy z architektów mógł przedstawić swój projekt, a szefowie potem mieli wybrać najlepszy. Mikołaj pracował jak szalony, opowiadał mi o swoich wizjach, pokazywał szkice, a ja słuchałam go z przyjemnością. Przypominał mi chłopaka, w którym się zakochałam. W jego wzroku był znowu ogień, a jego śmiech zarażał. Widziałam jego projekt, był świetny. Szefowie też tak uważali. Kiedy Mikołaj oznajmił mi, że wybrali jego dzieło, trzymałam mocno kciuki, żeby wygrali. Niestety nie udało się. Zajęli trzecie miejsce. Mikołaj był zdruzgotany. – Gdyby moi inteligentni inaczej szefowie nie wprowadzili poprawek, wygraną mielibyśmy w kieszeni – powiedział rozgoryczony. – Nie możesz być tego pewny – zaoponowałam ostrożnie. – Mogę – westchnął. – Po ogłoszeniu wyników rozmawiałem z jednym z jurorów i pokazałem mu pierwotne rysunki. Tylko pokręcił głową… – sięgnął po butelkę i nalał sobie kolejną szklaneczkę whisky. – Powiedział, że te zmiany całkowicie odebrały ducha mojemu projektowi. – Będzie następny konkurs, Misiu… – Chcę od nich odejść i pracować na własny rachunek – oświadczył nagle, jakby nie słyszał tego, co powiedziałam. – Nie możesz tego zrobić – zaprotestowałam. Przez moją głowę natychmiast przemknęły wizje niespłaconych rat kredytu, konieczności zaciskania pasa i oszczędzania na wszystkim. – Tu masz pewną, i to wysoką pensję, a że szefowie są tacy, jacy są… – wzruszyłam ramionami. – Wszędzie będzie tak samo. – Dlatego chcę pracować dla siebie – powiedział z uporem Mikołaj. – Wstrzymaj się jeszcze chwilę, przemyśl to, zastanów się – tłumaczyłam, drżąc wewnątrz ze strachu, że już złożył wypowiedzenie i w zasadzie nie ma o czym mówić. Na szczęście udało mi się wybić mu ten pomysł z głowy. Wracał wprawdzie jeszcze kilka razy do tematu, ale nie na darmo byłam ekonomistką z wykształcenia. Spokojnie i rzeczowo przedstawiłam mu wyliczenia, z których jasno wynikało, że nie stać nas na brak jego zarobków przez dłuższy czas, nie wspominając już o kosztach założenia firmy, wynajęcia pracowni i tak dalej. Na otarcie łez kupiłam mu motocykl na czterdzieste urodziny. Ucieszył się bardzo. A dwa tygodnie później – próbował powiesić się na budowie, którą nadzorowała jego firma. W szpitalu na mój widok odwrócił się do ściany – Dobrze się pani czuje? – jakby z oddalenia dotarł do mnie głos pielęgniarki. – Dlaczego on to zrobił? – zapytałam. – Musiał być bardzo nieszczęśliwy – odpowiedziała tylko i spojrzała na mnie ze współczuciem, a potem orzekła, że mogę iść do domu. Resztę dnia i całą noc spędziłam jak w odrętwieniu. Nasze piękne, wysprzątane i idealnie urządzone mieszkanie jeszcze nigdy nie wydawało mi się tak puste i obce. I takie ciche. Siedziałam na skórzanej kanapie, przede mną na stoliku, który sprowadziliśmy prosto z Włoch, stała filiżanka z zimną kawą, a mnie ciągle w głowie obracało się tylko to jedno pytanie: „Dlaczego?”. Nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziłam się nad ranem, skostniała z zimna. Śniło mi się coś koszmarnego, nie pamiętałam co. Wstałam z trudem. Od niewygodnej pozycji bolały mnie plecy. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, co się stało. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero piąta rano. Miałam mnóstwo czasu, żeby dojechać do pracy… Pod prysznicem dotarło do mnie, że do żadnej pracy się nie nadaję. Nie byłam w stanie przypomnieć sobie rzekomo najważniejszych spraw, którymi jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu zaprzątałam sobie głowę. Tuż przed ósmą zadzwoniłam do szefa i poprosiłam o kilka dni urlopu. Nawet jeżeli był zaskoczony moją prośbą, nie dał tego po sobie poznać. W szpitalu byłam już o dziewiątej. – Odwiedziny są od trzynastej – burknęła na mój widok niemiła pielęgniarka. Na szczęście zauważył mnie lekarz. Gestem zaprosił do dyżurki. – Pani mąż odzyskał przytomność. Jest jeszcze bardzo słaby, tylko… – zawiesił głos. – Unika kontaktu. Nie chce z nikim rozmawiać. Po południu przyjdzie psycholog szpitalny, ale jeżeli pani by mogła… Wie pani – lekarz zdjął okulary i potarł dłonią zmęczone oczy. – Ja wyznaję zasadę, że nie można wyleczyć człowieka wbrew jemu samemu. Jeżeli chory nie chce wyzdrowieć, to nikt mu nie pomoże. Skinęłam głową. Niczego bardziej nie chciałam niż spotkania z Mikołajem. Zawahałam się przed drzwiami. Nagle ogarnął mnie lęk. A jeżeli mój mąż ze mną też nie będzie chciał rozmawiać? Weszłam cichutko do środka. Na widok Mikołaja, prawie całego w bieli, z rurkami wychodzącymi z jego ciała, poczułam się słabo. Z wysiłkiem przywołałam na twarz uśmiech i podeszłam do łóżka. – Cześć – szepnęłam. Na dźwięk mojego głosu uniósł powieki. Jego oczy były puste i pozbawione blasku. Nic nie powiedział, a po chwili odwrócił wzrok. – Jak się czujesz? – wiem, że to było idiotyczne pytanie, ale nic innego nie przyszło mi w tamtej chwili do głowy. – Idź do domu – wychrypiał. Głos, który wydobył się z jego gardła, w niczym nie przypominał głosu mojego męża. – Ale ja… – chciałam zaprotestować. – Nie – to jedno ostre słowo przerwało mój niepewny protest. Nie wyszłam od razu. Spędziłam w jego izolatce jeszcze z godzinę, na wszelkie sposoby próbując nawiązać z nim kontakt. Nie udało mi się. Mikołaj odwrócił głowę do ściany i zamknął oczy. Wyprosiły mnie pielęgniarki. Na szpitalnym korytarzu poczekałam na psychologa. – Pani mąż nie chce z nikim rozmawiać – westchnęła sympatyczna, zmęczona kobieta w średnim wieku. – To może być depresja, ale równie dobrze może być coś innego. Nie postawię diagnozy bez badań. – Nic z tego nie rozumiem – poczułam, jak pod powiekami czają mi się zdradzieckie łzy. – To nie jest łatwa sytuacja dla nikogo – kobieta delikatnie położyła mi dłoń na ramieniu. – Jeżeli mogę coś sugerować… – zawahała się, a ja kiwnęłam głową. – Może niech pani również pomyśli o terapii. Wygląda na to, że w końcu znalazł powód do życia Nie takiej rady oczekiwałam. Myślałam, że psycholożka – w końcu fachowiec – tu i teraz, na tych szpitalnych schodach powie mi, co popchnęło mojego męża do takiego kroku. Mętne odpowiedzi mnie nie satysfakcjonowały. Uczepiłam się więc tego jednego konkretnego słowa. Depresja. Tak, to mogłoby być wytłumaczenie. Ale nadal nie wiedziałam dlaczego. Następne dni spędziłam, na przemian siedząc przy łóżku milczącego Mikołaja – i poszukując informacji o depresji, a także najlepszych terapeutów w mieście. Mikołaj mógł wyjść ze szpitala dopiero po miesiącu. Zdążyłam już dojść do siebie. Zadowolona i rozświergolona pojechałam po niego i zawiozłam do domu. Znalazłam świetnego lekarza, który podjął się terapii Mikołaja. Załatwiłam w jego pracy dłuższy urlop, przygotowałam jego ulubione dania na obiad. Myślałam, że teraz już wszystko będzie tak jak dawniej. Nic z tego… – Chcę rozwodu – to były pierwsze słowa, które do mnie powiedział po powrocie. Zamarłam z pokrywką garnka w dłoni. – Jolu – spojrzał na mnie z głębokim smutkiem w oczach. – Miałem bardzo dużo czasu na myślenie. Ja już nie mogę tak żyć. Kochałem cię i chciałem, żebyś była szczęśliwa, ale ja nie jestem. I wtedy, miesiąc temu, tamtego dnia… – zawahał się. – Poczułem, że już tak dalej nie mogę. Nie chcę. Nagle wydało mi się, że jeżeli zniknę, jeżeli się rozpłynę, jeżeli mnie już tu nie będzie, to… no, że to będzie najlepsze wyjście dla wszystkich. Nie wiem, co mnie opętało. Po prostu chciałem się uwolnić. I gdyby nie zwykły przypadek, już by mnie tu nie było – uśmiechnął się krzywo. – Cii… – szepnęłam – terapeuta… – Nie będę chodził na terapię – był zdecydowany. – Nigdy w życiu nie zrobię już czegoś podobnego. Możesz się nie obawiać – dodał gorzko. – Jestem zbyt wielkim tchórzem. Jednak to, co mnie do tego popchnęło, nie zmieniło się. Moje życie, nasze życie… jest puste. Nie chcę już tak. Nie chcę robić kolejnych sztampowych projektów, nie chcę wracać do pustego, cichego i sterylnego domu, rzygam też pięciogwiazdkowymi hotelami, które są dokładnie takie same. Pragnę mieć normalne życie, Jolu. Chcę widzieć sens w tym, co robię. – Kryzys wieku średniego… – Nazywaj to, jak chcesz – westchnął. – Ale ja naprawdę nie mogę. Wyprowadził się jeszcze tego samego wieczoru Wiele razy próbowałam z nim rozmawiać i wpłynąć na jego decyzję. Nie udało mi się. Pół roku później byliśmy już po rozwodzie. To było dwa lata temu. Od znajomych dowiedziałam się, że odszedł z pracy i założył własną firmę. Razem z kumplem ze studiów prowadzą biuro projektowe i podobno są nieźli. Ostatnio, na początku zimy, widziałam Mikołaja w parku. Wyglądał świetnie, pchał przed sobą wózek dziecięcy i śmiał się głośno, zaraźliwie z czegoś, co opowiadała mu młoda, niepozorna kobieta uczepiona jego ramienia. Chyba był szczęśliwy… Chwilę szłam za nimi, potem skręciłam w bok. Uciekłam. Co u mnie? No cóż, prezes finansowy przechodzi na emeryturę, a ja właśnie otrzymałam propozycję objęcia jego stanowiska. Mogę powiedzieć, że osiągnęłam swój cel. Tylko dlaczego to wcale mnie nie cieszy? Czytaj także:„Mój mąż dawno nie żył, ale ja ciągle udawałam, że co rano piję z nim kawę. Każdy kąt był naznaczony żałobą”„Ukrywam się w jeansach nawet w upał. Wstydzę się, bo kiedyś ciągle słyszałam od ortopedów, że mam krzywe nogi”„Teściowa oszalała. Mówiła, że na starość nie ma czasu testować jednego adoratora przez kilka lat, dlatego testuje kilku naraz” Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2016-03-25 22:43:48 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Temat: Odszedł do innej...Jest mi przykro I smutno. Moj maz odszedl do innej zaczęło się półtora roku temu. Nasze małżeństwo wypaliło się. Byliśmy sobie obcy. Odeszlam od męża. Wyprowadziłam się. Maź po kilku tygodniach znalazł inna kobietę. Ja rownież weszłam w związek. Byliśmy cały czas w bardzo dobrych kontaktach. Wkrótce jednak mojemu partnerowi zaczęło to przeszkadzać. Były jeszcze inne sprawy ale ogólnie to ja zaczęłam przez to wszystko tęsknić za życiem które wcześniej miałam. Nudne ale zdałam sobie sprawę ze byłam szczęśliwsza. Mój partner odszedł. Przeżywałam to rownież ale czułam ze to nie było to. Mój maz miał kobietę. Niby mówił ze była dla zabicia czasu. Rozstał się z nią. Widziałam jak było to trudne dla niego. Byłam przy nim. Wciąż jednak kochałam partnera. Cierpiałam i wciąż byłam przez niego omotana. Przez kilka miesięcy żyliśmy z mężem osobno. Ale zawsze w bardzo dobrych relacjach. Byliśmy razem nawet na wakacjach. My i nasze dziecko. Jednak nie byłam gotowa na związek. On chciał. Starał się i pokazywał to ale nigdy nie mówił o powrocie. Poprosiłam o czas. W miedzy czasie odchorowywalam depresje po nieudanym związku. Pech chciał ze poznał kogoś z kim związał się. Teraz żałuje ze wcześniej nie zdecydowałam się walczyć. Tylko ze nie byłam gotowa ... Teraz tęsknię strasznie. Stał się chamski i obojętny. Powiedziałam ze chce abyśmy byli razem a on na to ze jej nie zostawi... Serce im krwawi. Widują się co weekend. Mówi ze jemu odpowiada takie życie. Kiedyś chciał mieć rodzine, teraz wszystko ignoruje. Nie wiem co robić. 2 Odpowiedź przez Krejzolka82 2016-03-25 22:48:37 Krejzolka82 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-03-06 Posty: 8,701 Wiek: 38 Odp: Odszedł do innej... Nic nie masz robić. "Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!""Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..." 3 Odpowiedź przez majkaszpilka 2016-03-25 22:48:51 majkaszpilka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-30 Posty: 4,815 Odp: Odszedł do innej... No cóż,on sobie ułożył życie...a Ty zostałaś z ręką w nocniku, na własne jak widać życzenie. Stopki nie będzie 4 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-25 23:05:56 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej...Tak tylko on co chwile zmieniał zdanie. Raz chciał raz mówił ze chce być sam a raz ze chce nawet wyjechać, potem znowu to samo. Byliśmy blisko. Poprosiłam o czas. Żałuje ze mi o niej nie powiedział kiedy z nią flirtował. Ja odrzucalam wszystkich aby tylko wyzdrowieć i stanąć na nogi ... Dla niego i mojej rodziny. On teraz olewa nas. Nie dzwoni nawet do córki. Powiedział ze jego łaska jest na pierwszym miejscu. Potem córka ... W głowie się nie miesci 5 Odpowiedź przez Krejzolka82 2016-03-25 23:08:05 Krejzolka82 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-03-06 Posty: 8,701 Wiek: 38 Odp: Odszedł do innej... No to tym bardziej daj sobie z Nim spokój. "Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!""Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..." 6 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-25 23:09:26 Ostatnio edytowany przez Bastylia (2016-03-25 23:10:42) Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej...Jeszcze wcześniej szukał mojego dotyku. Był przy mnie. Teraz ucieka spod domu, nie odzywa się. Można być aż tak zmiennym? Czy zatęskni kiedyś za prawdziwa pełna rodzina? Może to przejściowe bo czuje się wolny ? 7 Odpowiedź przez majkaszpilka 2016-03-25 23:11:52 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2016-03-25 23:13:31) majkaszpilka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-30 Posty: 4,815 Odp: Odszedł do innej... Bastylia napisał/a:Tak tylko on co chwile zmieniał zdanie. Raz chciał raz mówił ze chce być sam a raz ze chce nawet wyjechać, potem znowu to samo. Byliśmy blisko. Poprosiłam o czas. Żałuje ze mi o niej nie powiedział kiedy z nią flirtował. Ja odrzucalam wszystkich aby tylko wyzdrowieć i stanąć na nogi ... Dla niego i mojej rodziny. On teraz olewa nas. Nie dzwoni nawet do córki. Powiedział ze jego łaska jest na pierwszym miejscu. Potem córka ... W głowie się nie miesciNo ale co Ty chcesz teraz winę na niego zrzucić?Za Twoje kaprysy i konsekwencje,że zostałaś sama?To Ty jego to w pierwszym zaczęliście sobie układać życie na się udało,a Ty teraz stara śpiewka...walka o rodzinę...możesz mi to jeszcze raz powtórzyć?EDIT:Można być tak zmiennym...stań przed lustrem czasami. Stopki nie będzie 8 Odpowiedź przez 2016-03-25 23:12:38 Redaktor Działu Kultura Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-07-14 Posty: 2,205 Wiek: 21 Odp: Odszedł do innej... Bastylia napisał/a:Jeszcze wcześniej szukał mojego dotyku. Był przy mnie. Teraz ucieka spod domu, nie odzywa się. Można być aż tak zmiennym? Czy zatęskni kiedyś za prawdziwa pełna rodzina? Może to przejściowe bo czuje się wolny ?Myślę, że to nie powinno już być Twoim zmartwieniem. Najwyraźniej coś jest na rzeczy, skoro przy sobie oboje zachowujecie się jak para nieogarniętych nastolatków, którzy sami nie wiedzą czego ani kogo chcą. Tylko córka może na tym ucierpieć, więc niech któreś z Was wreszcie weźmie sprawy w swoje ręce i podejmie jakąś konkretną decyzję. Mnie by nie kręciło takie miotanie się z kąta w kąt. Szkoda czasu i nerwów. If the whole world was blind, how many people would you impress? 9 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-25 23:16:24 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej...Odeszłam I byliśmy w separacji. Mimo tego w dobrych przyjacielskich relacjach. Kiedy mówił o powrocie ja nie byłam gotowa - leczylam się po nieudanym związku u psychologa. Powiedziałam mu ze potrzebuje czasu. Jeździliśmy na wycieczki, wakacje razem, nawet był sex. Potem mówił ze nikogo nie chce wiec nie wychylalam się ale byłam obok. Nagle ona się pojawiła i odszedł. Nic nie powiedział. Skreślił mnie i zastapił a ja tylko poprosiłam o czas aby wyzdrowieć. 10 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-25 23:18:07 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej...Zanim Odeszłam dwa razy poprosiłam go o walkę o nas to zignorował mnie. Próbowałam. 11 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-25 23:19:51 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej... napisał/a:Bastylia napisał/a:Jeszcze wcześniej szukał mojego dotyku. Był przy mnie. Teraz ucieka spod domu, nie odzywa się. Można być aż tak zmiennym? Czy zatęskni kiedyś za prawdziwa pełna rodzina? Może to przejściowe bo czuje się wolny ?Myślę, że to nie powinno już być Twoim zmartwieniem. Najwyraźniej coś jest na rzeczy, skoro przy sobie oboje zachowujecie się jak para nieogarniętych nastolatków, którzy sami nie wiedzą czego ani kogo chcą. Tylko córka może na tym ucierpieć, więc niech któreś z Was wreszcie weźmie sprawy w swoje ręce i podejmie jakąś konkretną decyzję. Mnie by nie kręciło takie miotanie się z kąta w kąt. Szkoda czasu i poprosiłam go o decyzje. Miotał się. Mówi ze nie wie czy jest szczęśliwy ale coś do niej czuje ... Potem ze jej nie zostawi. A jeszcze wcześniej mówił ze rodzina jest najwazniejsza 12 Odpowiedź przez majkaszpilka 2016-03-25 23:23:49 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2016-03-25 23:24:12) majkaszpilka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-30 Posty: 4,815 Odp: Odszedł do innej... Przestań...naciągasz tą rzewną wtedy kiedy bujałaś się z tym kolesiem,czy wtedy jak lizałaś rany, po tym jak Cię zostawił?Przecież nadal kochałaś "boczniaka".To tak jest,że jednego się kocha,a do męża wraca?Po co?Skoro się wypaliło?Nudne ale wygodne życie jest mimo wszystko lepsze,jak Cię w trąbę puścił kochaś,co? Stopki nie będzie 13 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-25 23:28:40 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej... majkaszpilka napisał/a:Przestań...naciągasz tą rzewną wtedy kiedy bujałaś się z tym kolesiem,czy wtedy jak lizałaś rany, po tym jak Cię zostawił?Przecież nadal kochałaś "boczniaka".To tak jest,że jednego się kocha,a do męża wraca?Po co?Skoro się wypaliło?Nudne ale wygodne życie jest mimo wszystko lepsze,jak Cię w trąbę puścił kochaś,co?Prosiłam kiedy kochasia nie było. Zanim Odeszłam bo maź nie wykazał nawet zainteresowania odbudowaniem związku. On tak jak i ja poznał kogoś równolegle. Oboje jednak zakończyliśmy te związki. Ja potrzebowałem więcej czasu aby się wylizac i poprosiłam tylko o czas odrzucając każdego. Chciałam zawalczyć dla rodziny bo mamy dziecko. On tez chciał lecz potem zmienił zdanie. Potem znowu chciał i teraz nie chce bo ma już nowa. 14 Odpowiedź przez 2016-03-25 23:32:32 Ostatnio edytowany przez (2016-03-25 23:33:09) Redaktor Działu Kultura Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-07-14 Posty: 2,205 Wiek: 21 Odp: Odszedł do innej... Co by nie było, Majka ma rację przede wszystkim w jednej sprawie. Wypaliło się, a zamiast wziąć to na klatę, oboje zachowujecie się jakbyście chcieli spróbować czegoś nowego, ale z drugiej strony trzymacie taką dodatkową kartę w postaci starego związku w razie, gdyby nie wyszło. Zachowujecie się jak tchórze. Na Twoim miejscu zadałabym sobie pytanie, czy ja w ogóle kocham męża. If the whole world was blind, how many people would you impress? 15 Odpowiedź przez majkaszpilka 2016-03-25 23:34:55 majkaszpilka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-30 Posty: 4,815 Odp: Odszedł do innej... Ale jak kochasia już nie było,to walczyłaś z DEPRESJĄ i nadal byłaś w nim dwóch postach przeczysz sobie,bo raz piszesz,że nie chciał powrotu, a potem,że wakacjach...nadal zakochana w kochasiu,zraniona...uprawiasz seks z mężem?Nie wyszło Ci...i lepsza stara gałąź, niż niewiadome za późno się zreflektowałaś,bo być może on trafił na wartościową kobietę i już Ciebie nie chce. Stopki nie będzie 16 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-25 23:37:42 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej...Niestety kocham. On mówi ze chce żyć w dobrych relacjach itp wręcz przyjacielskich ale powiedziałam mu ze ja tak nie potrafię. Ze albo ona albo ja. Bo ja wciąż kocham. Nigdy nie sprobowalismy nawet bo nie dał realnej szansy a już z góry skreślił na niepowodzenie. Czy kiedykolwiek pomyśli znowu o rodzinie? 17 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-25 23:40:45 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej... majkaszpilka napisał/a:Ale jak kochasia już nie było,to walczyłaś z DEPRESJĄ i nadal byłaś w nim dwóch postach przeczysz sobie,bo raz piszesz,że nie chciał powrotu, a potem,że wakacjach...nadal zakochana w kochasiu,zraniona...uprawiasz seks z mężem?Nie wyszło Ci...i lepsza stara gałąź, niż niewiadome za późno się zreflektowałaś,bo być może on trafił na wartościową kobietę i już Ciebie nie kochas wciąż za mną łaził. Grał z uczuciami. Już sama zagubiona byłam. Mój maź chciał powrotu, potem mówił ze chce być sam i znowu nagle chciał. Potem znowu mówił ze chce być sam ... Aż ja poznał. Uwierzyłam w jego słowa i nie naciskałam 18 Odpowiedź przez majkaszpilka 2016-03-25 23:44:41 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2016-03-25 23:46:40) majkaszpilka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-30 Posty: 4,815 Odp: Odszedł do innej... Bastylia napisał/a:Niestety kocham. On mówi ze chce żyć w dobrych relacjach itp wręcz przyjacielskich ale powiedziałam mu ze ja tak nie potrafię. Ze albo ona albo ja. Bo ja wciąż kocham. Nigdy nie sprobowalismy nawet bo nie dał realnej szansy a już z góry skreślił na niepowodzenie. Czy kiedykolwiek pomyśli znowu o rodzinie?hahahahha...dobra jesteś,jeszcze dajesz mu ultimatum?To Ty jego zostawiłaś!Wiesz jak to brzmi?Zostawiasz męża,Idziesz do kochanka,Dostajesz kopa,Leczysz depresję (chora z miłości do kochanka)Chcesz czasu...który on(mąż) ma Ci dać,żebyś wyzdrowiała i żeby tworzyć szczęśliwą w między czasie...wskakujesz mężowi do łóżka,choć kochasz na miejscu Twojego męża,dałabym Ci błogosławieństwo na drogę,żebyś mu życia nie brak lojalności i ile Ty/Wy macie lat? Stopki nie będzie 19 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-25 23:54:29 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej... majkaszpilka napisał/a:Bastylia napisał/a:Niestety kocham. On mówi ze chce żyć w dobrych relacjach itp wręcz przyjacielskich ale powiedziałam mu ze ja tak nie potrafię. Ze albo ona albo ja. Bo ja wciąż kocham. Nigdy nie sprobowalismy nawet bo nie dał realnej szansy a już z góry skreślił na niepowodzenie. Czy kiedykolwiek pomyśli znowu o rodzinie?hahahahha...dobra jesteś,jeszcze dajesz mu ultimatum?To Ty jego zostawiłaś!Wiesz jak to brzmi?Zostawiasz męża,Idziesz do kochanka,Dostajesz kopa,Leczysz depresję (chora z miłości do kochanka)Chcesz czasu...który on(mąż) ma Ci dać,żebyś wyzdrowiała i żeby tworzyć szczęśliwą w między czasie...wskakujesz mężowi do łóżka,choć kochasz na miejscu Twojego męża,dałabym Ci błogosławieństwo na drogę,żebyś mu życia nie brak lojalności i ile Ty/Wy macie lat?Mylisz się. Nie znasz powodów bo maź mnie ignorował. Mimo próśb nie walczył. Olał i czekał aż się samo rozwiąże więc Odeszłam. Z tym kochasiem byłam tylko kilka miesięcy. I to ja go wyrzuciłam. Zasłużył sobie po kłamstwach jakie mi ofiarował. Maź tez miał kogoś lecz nigdy nie wchodziłem miedzy nich. Sam z nią zerwał. Ja kochałam jednak tego kochasia a serce nie sługa. Maź chciał powrotu ale jak? Skoro inny był w sercu? Poprosiłam o czas bo nie potrafię z jednego związku nagle wejść w drugi. Sex był dużo dużo potem kiedy próbowałam zmusić się do powrotu i robiłam wszystko aby było dobrze. Złe się jednak czułam. Chciałam zawalczyć ale z czysta karta. Odrzucalam każdego. Skupiona byłam na pracy i dziecku. Tylko poprosiłam o czas. Rozumie gdybym kogoś drugiego miała ale ja nie chciałam. Chciałam odbudować rodzine i tylko to dla mnie liczyło się. Wcześniej nie byłam gotowa, zbyt dużo bólu. Poza tym chciałam aby maź pokazał ze potrafi być innym człowiekiem i doceni to co zawsze robiłam dla niego i domu. Wcześniej tylko mnie olewal. 20 Odpowiedź przez majkaszpilka 2016-03-26 00:07:14 majkaszpilka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-30 Posty: 4,815 Odp: Odszedł do innej... Bastylia napisał/a:majkaszpilka napisał/a:Bastylia napisał/a:Niestety kocham. On mówi ze chce żyć w dobrych relacjach itp wręcz przyjacielskich ale powiedziałam mu ze ja tak nie potrafię. Ze albo ona albo ja. Bo ja wciąż kocham. Nigdy nie sprobowalismy nawet bo nie dał realnej szansy a już z góry skreślił na niepowodzenie. Czy kiedykolwiek pomyśli znowu o rodzinie?hahahahha...dobra jesteś,jeszcze dajesz mu ultimatum?To Ty jego zostawiłaś!Wiesz jak to brzmi?Zostawiasz męża,Idziesz do kochanka,Dostajesz kopa,Leczysz depresję (chora z miłości do kochanka)Chcesz czasu...który on(mąż) ma Ci dać,żebyś wyzdrowiała i żeby tworzyć szczęśliwą w między czasie...wskakujesz mężowi do łóżka,choć kochasz na miejscu Twojego męża,dałabym Ci błogosławieństwo na drogę,żebyś mu życia nie brak lojalności i ile Ty/Wy macie lat?Mylisz się. Nie znasz powodów bo maź mnie ignorował. Mimo próśb nie walczył. Olał i czekał aż się samo rozwiąże więc Odeszłam. Z tym kochasiem byłam tylko kilka miesięcy. I to ja go wyrzuciłam. Zasłużył sobie po kłamstwach jakie mi ofiarował. Maź tez miał kogoś lecz nigdy nie wchodziłem miedzy nich. Sam z nią zerwał. Ja kochałam jednak tego kochasia a serce nie sługa. Maź chciał powrotu ale jak? Skoro inny był w sercu? Poprosiłam o czas bo nie potrafię z jednego związku nagle wejść w drugi. Sex był dużo dużo potem kiedy próbowałam zmusić się do powrotu i robiłam wszystko aby było dobrze. Złe się jednak czułam. Chciałam zawalczyć ale z czysta karta. Odrzucalam każdego. Skupiona byłam na pracy i dziecku. Tylko poprosiłam o czas. Rozumie gdybym kogoś drugiego miała ale ja nie chciałam. Chciałam odbudować rodzine i tylko to dla mnie liczyło się. Wcześniej nie byłam gotowa, zbyt dużo bólu. Poza tym chciałam aby maź pokazał ze potrafi być innym człowiekiem i doceni to co zawsze robiłam dla niego i domu. Wcześniej tylko mnie znowu się plączesz,bo w pierwszym poście napisałaś,że to kochanek Cię nie mówiłaś o powodach odejścia,jak również tego,że chciałaś i starałaś się naprawić swoje zabrałaś zabawki do innej piaskownicy...bo się ponoć nie chciał powrotu...zmieniłaś jednak swoją opowiastkę po kilku z mężem był na wyjeździe,a to było w czasie Twojej walki z depresją,gdzie jeszcze kochanka kochałaś...też to sama dowiadujemy się,że odrzucałaś każdego...ale suma summarum...nudny męzuś wygrał ten rozwaliłaś Ty...Ty odeszłaś i oddałaś wszystko walkowerem,bo o Twoich staraniach nie wspomniałaś potem oczywiście...kilka postów dalej,żeby nie wyjść na osobę,jaką prawdopodobnie każdy by zobaczył...nie każdy powiedział na mąż ma docenić,że miałaś go w głębokim poważaniu,i ma wybrać między Tobą a inną kłamstwo niezgrabnie Ci się wybielić,a pogrążasz się z każdym to jest... Stopki nie będzie 21 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-26 00:09:55 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej...Poza tym on mówi ze nie chce niczego zmieniać. Żadnego kroku w przód czy tył. Żyje z dnia na dzień bez żadnych planów. Mimo separacji spędziliśmy czas razem. Zaprosilam na święta. Pomogłem kupić dom. Zawsze blisko. Teraz mówi ze już dawno pogodził się ze nie będziemy razem tylko mi nie powiedział o tym ... A ja wciąż miałam nadzieje. Wiem ze teraz ma nowy związek. Wolny bez dzieci i obowiązków ... Czy kiedykolwiek zatęskni za pełna rodzina? 22 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-26 00:16:05 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej... majkaszpilka napisał/a:Bastylia napisał/a:majkaszpilka napisał/a:hahahahha...dobra jesteś,jeszcze dajesz mu ultimatum?To Ty jego zostawiłaś!Wiesz jak to brzmi?Zostawiasz męża,Idziesz do kochanka,Dostajesz kopa,Leczysz depresję (chora z miłości do kochanka)Chcesz czasu...który on(mąż) ma Ci dać,żebyś wyzdrowiała i żeby tworzyć szczęśliwą w między czasie...wskakujesz mężowi do łóżka,choć kochasz na miejscu Twojego męża,dałabym Ci błogosławieństwo na drogę,żebyś mu życia nie brak lojalności i ile Ty/Wy macie lat?Mylisz się. Nie znasz powodów bo maź mnie ignorował. Mimo próśb nie walczył. Olał i czekał aż się samo rozwiąże więc Odeszłam. Z tym kochasiem byłam tylko kilka miesięcy. I to ja go wyrzuciłam. Zasłużył sobie po kłamstwach jakie mi ofiarował. Maź tez miał kogoś lecz nigdy nie wchodziłem miedzy nich. Sam z nią zerwał. Ja kochałam jednak tego kochasia a serce nie sługa. Maź chciał powrotu ale jak? Skoro inny był w sercu? Poprosiłam o czas bo nie potrafię z jednego związku nagle wejść w drugi. Sex był dużo dużo potem kiedy próbowałam zmusić się do powrotu i robiłam wszystko aby było dobrze. Złe się jednak czułam. Chciałam zawalczyć ale z czysta karta. Odrzucalam każdego. Skupiona byłam na pracy i dziecku. Tylko poprosiłam o czas. Rozumie gdybym kogoś drugiego miała ale ja nie chciałam. Chciałam odbudować rodzine i tylko to dla mnie liczyło się. Wcześniej nie byłam gotowa, zbyt dużo bólu. Poza tym chciałam aby maź pokazał ze potrafi być innym człowiekiem i doceni to co zawsze robiłam dla niego i domu. Wcześniej tylko mnie znowu się plączesz,bo w pierwszym poście napisałaś,że to kochanek Cię nie mówiłaś o powodach odejścia,jak również tego,że chciałaś i starałaś się naprawić swoje zabrałaś zabawki do innej piaskownicy...bo się ponoć nie chciał powrotu...zmieniłaś jednak swoją opowiastkę po kilku z mężem był na wyjeździe,a to było w czasie Twojej walki z depresją,gdzie jeszcze kochanka kochałaś...też to sama dowiadujemy się,że odrzucałaś każdego...ale suma summarum...nudny męzuś wygrał ten rozwaliłaś Ty...Ty odeszłaś i oddałaś wszystko walkowerem,bo o Twoich staraniach nie wspomniałaś potem oczywiście...kilka postów dalej,żeby nie wyjść na osobę,jaką prawdopodobnie każdy by zobaczył...nie każdy powiedział na mąż ma docenić,że miałaś go w głębokim poważaniu,i ma wybrać między Tobą a inną kłamstwo niezgrabnie Ci się wybielić,a pogrążasz się z każdym to jest...Nie mam powodów by kłamać dlatego założyłam ten post. Ogólnie to wiem ze problemy z komunikacja miedzy nami rownież doprowadziły do rozpadu. Dwa razy poprosiłam go. Potem już z tej bezsilności porostu Odeszłam. Sex był pózniej, kiedy chciałam naprawdę wszystko odbudować. Lecz złe się czułam z tym bo nie byłam gotowa wiec żyłam sama bo tylko czas pomoże. W dalszym ciagu byłam w kontakcie z mężem. Pomogłem mu rownież w wielu sprawach. Nikogo nie chciałam mieć bo nie jestem osoba która szuka przelotnych romansów. Chce być szczęśliwa. Chciałam walczyć raz jeszcze z biała kartka zostawiając wszystko co złe za sobą. Spóźniłam się. Nie mowię ze moje odejście było dobre. Nie było i żałuje. Chciałam to jednak naprawić i stworzyć jeszcze lepszy związek bo mamy dziecko. 23 Odpowiedź przez majkaszpilka 2016-03-26 00:23:11 majkaszpilka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-30 Posty: 4,815 Odp: Odszedł do innej... Masz powód,żeby kłamać...a raczej nieumiejętnie się wybielać,co wskazałam Ci w wypowiedzi wyżej."Chcę być szczęśliwa"...to akurat prawda,wszak tylko Ty się o rodzinie i dziecku,przypomniałaś sobie,jak kochanek odstawił Cię na boczny tor i zostałaś z to Twoje życie...rób co tylko,Twój mąż nie wlazł do tej rzeki po raz kolejny,bo go utopisz. Stopki nie będzie 24 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-26 00:36:49 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej... majkaszpilka napisał/a:Masz powód,żeby kłamać...a raczej nieumiejętnie się wybielać,co wskazałam Ci w wypowiedzi wyżej."Chcę być szczęśliwa"...to akurat prawda,wszak tylko Ty się o rodzinie i dziecku,przypomniałaś sobie,jak kochanek odstawił Cię na boczny tor i zostałaś z to Twoje życie...rób co tylko,Twój mąż nie wlazł do tej rzeki po raz kolejny,bo go co ty wiesz o naszym życiu? Mówiąc ze chce być szczęśliwa toczyło się bo mnie a nie do mnie i męża. On tez ma prawo tylko mówi wciąż ze nie wie czy jest szczęśliwy. Ja nie szukam przygód. Jak kocham to kocham i już. Traktuje poważnie. Wyrażam uczucia i rozmawiam. Z mężem tez rozmawiałam. Nie chciał słuchać. Potem przyznał ze żałuje odszedł kiedy dowiedziałam się o jego zdradach. Wiec mnie nie porzucił to ja jego mimo ze zabolało bo zaufalam. I nie żałuje. Żałuje ze tak długo zajęło mi odchorowywanie tego związku. O dziecku nie zapomniałam. Cały czas mieszkała ze mną. To dla niej chciałam zacząć nowe życie. 25 Odpowiedź przez majkaszpilka 2016-03-26 00:46:54 majkaszpilka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-30 Posty: 4,815 Odp: Odszedł do innej... Bastylia napisał/a:majkaszpilka napisał/a:Masz powód,żeby kłamać...a raczej nieumiejętnie się wybielać,co wskazałam Ci w wypowiedzi wyżej."Chcę być szczęśliwa"...to akurat prawda,wszak tylko Ty się o rodzinie i dziecku,przypomniałaś sobie,jak kochanek odstawił Cię na boczny tor i zostałaś z to Twoje życie...rób co tylko,Twój mąż nie wlazł do tej rzeki po raz kolejny,bo go co ty wiesz o naszym życiu? Mówiąc ze chce być szczęśliwa toczyło się bo mnie a nie do mnie i męża. On tez ma prawo tylko mówi wciąż ze nie wie czy jest szczęśliwy. Ja nie szukam przygód. Jak kocham to kocham i już. Traktuje poważnie. Wyrażam uczucia i rozmawiam. Z mężem tez rozmawiałam. Nie chciał słuchać. Potem przyznał ze żałuje odszedł kiedy dowiedziałam się o jego zdradach. Wiec mnie nie porzucił to ja jego mimo ze zabolało bo zaufalam. I nie żałuje. Żałuje ze tak długo zajęło mi odchorowywanie tego związku. O dziecku nie zapomniałam. Cały czas mieszkała ze mną. To dla niej chciałam zacząć nowe życie."A świstak siedzi i zawija to w te sreberka"... są zdrady kochanka To,że tyczyło się to Ciebie,to ja wiem doskonale,bo TY jesteś tego dowód, od pierwszej wypowiedzi. Stopki nie będzie 26 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-26 11:56:02 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej...Czy ma ktos powazniejsze sugestie? Pytanie bylo inne. Komentarze bez pokrycia zostaw prosze dla siebie. Nic nie wiesz o moim zyciu. Zadalam inne pytanie. Oboje bylismy bez nikogo przez 10 miesiecy. W seperacji lecz w bardzo dobrych kontaktach. Poprosilam jedynie o czas Aby wszystko ulozyc sobie na nowo w glowie I zyciu. Nie potrafie przejsc z jednego zwiazku zaraz w drugi. Nikogo nie mialam choc moglam. Kazdego odrzucilam. Maz jednak kogos znalazl. Wczesniej mowil o rodzinie. Teraz ona wydaje sie na pierwszym miejscu. Olewa nawet swoje dziecko. Czy bazujac na waszych doswiadczeniach faceci potrzebuja rodzinnej stabilizacji? Powiem szczerze ze odkad dowiedzialam sie o niej bylismy w dosc spietych relacjach. Po czulam ze to ukryl a mnie poprostu zwodzil z tym czasem. Kiedy juz wszystko bylo ok chcialam porozmawiac lecz powiedzial ze ma juz ja I jest za pozno. Spoznilam sie. Czy jest to wogole mozliwe Aby nagle wejsc w inny zwiazek I poprostu zapomniec? Ja nie moglam. Przez to tez rozwibela sie u mnie depresja. Mowi ze dobrze mu jak jest. Nie chce robic kroku w przod ani w tyl. Zyje z dnia na dzien. Ona mieszka daleko. Widze sie tylko weekendy. Mowil ze mu to odpowiada bo tez chce Byc sam. Nie rozumie. 27 Odpowiedź przez majkaszpilka 2016-03-26 17:56:12 majkaszpilka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-30 Posty: 4,815 Odp: Odszedł do innej... Biedna i inne Ci chusteczki na otarcie łez I dobrze,że mąż ma Cię gdzieś...czego oczekujesz?Pogłaskania po czerepie?"Nie rozumiem"...zmień terapeutę,może wskaże Ci prawidłową drogę. Stopki nie będzie 28 Odpowiedź przez Bastylia 2016-03-26 18:34:02 Bastylia Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-03-25 Posty: 15 Odp: Odszedł do innej... majkaszpilka napisał/a:Biedna i inne Ci chusteczki na otarcie łez I dobrze,że mąż ma Cię gdzieś...czego oczekujesz?Pogłaskania po czerepie?"Nie rozumiem"...zmień terapeutę,może wskaże Ci prawidłową ty czytaj tekst ze zrozumieniem. I popraw ortografie i pisanie słów. Pisze się nie rozumie a nie rozumiem. 29 Odpowiedź przez majkaszpilka 2016-03-26 18:39:39 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2016-03-26 18:54:56) majkaszpilka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-30 Posty: 4,815 Odp: Odszedł do innej... Bastylia napisał/a:majkaszpilka napisał/a:Biedna i inne Ci chusteczki na otarcie łez I dobrze,że mąż ma Cię gdzieś...czego oczekujesz?Pogłaskania po czerepie?"Nie rozumiem"...zmień terapeutę,może wskaże Ci prawidłową ty czytaj tekst ze zrozumieniem. I popraw ortografie i pisanie słów. Pisze się nie rozumie a nie "lala"...cytowałam Twoje słowa,dlatego ubrałam je w co to cudzysłów...nie myl z cudzołożeniem...to coś innego,wiesz?Co do ortografii...to sama swoją popraw,bo piszesz jak "gimbaza".Czytam ze tak bardzo,że aż sama się w tym motasz coraz jak chcesz mi dowalić "kochana" to się postaraj...bo na razie, to jesteś w innej radzę zaczynać starcia,bez słownik do ręki czasami,tak zamiast...czegoś żeby pouczać,to trzeba "umić, Miodku za pińć zeta".Ale ROZUMIEM(to poprawna forma)...."jestę geniuszę"...za taką się mnie nie ma Stopki nie będzie Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

odszedł do innej i jest szczęśliwy